Moda zdrowie lifestyle

Melanie Griffith i jej Małżeństwa: Wszystko, co Chcesz Wiedzieć o Mężach Aktorki

Miłość w stylu Hollywood – oto hasło, które najlepiej opisuje życie uczuciowe jednej z najbardziej rozpoznawalnych aktorek lat 80. i 90., Melanie Griffith. Jej związki były burzliwe, pełne emocji i – jak przystało na fabułę rodem z Los Angeles – nie obyło się bez sequelów. Kto by pomyślał, że życie osobiste tej gwiazdy mogłoby konkurować ze scenariuszem najlepszego melodramatu? Przygotujcie popcorn, nadchodzi opowieść o miłości, rozwodach, powrotach i Hollywoodzkich uniesieniach. Poznajcie wszystkich mężów Melanie i sprawdźcie, czy rzeczywiście – do trzech razy sztuka.

Don Johnson – mąż numer jeden… i numer dwa

Melanie Griffith miała zaledwie 14 lat, kiedy poznała Dona Johnsona – aktora, który wtedy był już po dwudziestce. Wzbudziło to sporo kontrowersji, ale para formalnie zaczęła się spotykać dopiero, gdy Melanie osiągnęła pełnoletniość. W 1976 roku wzięli ślub, który… trwał całe sześć miesięcy. Krótko? Jasne. Ale to nie koniec ich historii!

Po latach para ponownie się zeszła i w 1989 roku znów powiedzieli sobie „tak”, dając miłości drugą szansę. Tym razem trwało to nieco dłużej – aż siedem lat. To właśnie z tego związku pochodzi ich córka, Dakota Johnson – dziś znana z roli Anastazji Steele w trylogii „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Geny robią swoje!

Steven Bauer – latynoskie uniesienia

Po pierwszym rozwodzie z Donem, Melanie nie zagrzała długo miejsca na singielskim rynku. Jej kolejnym wybrankiem został aktor Steven Bauer, najbardziej znany z roli Manny’ego w „Człowieku z blizną”. Para pobrała się w 1981 roku, a ich małżeństwo trwało do 1989 – czyli przez dekadę! To jak na hollywoodzkie standardy niemalże jubileusz diamentowy.

W tym czasie na świat przyszedł ich syn Alexander. Co ciekawe, rozstali się tuż przed tym, jak Melanie wróciła w objęcia Dona Johnsona. Jedni twierdzą, że Bauer był tylko przystankiem w wielkiej miłości do Dona. Inni mówią o chemii, która się po prostu wyczerpała. Jedno jest pewne – Melanie potrafiła kochać na całego.

Antonio Banderas – miłość z południowym temperamentem

Związek, który przez lata był uznawany za jedną z najbardziej udanych hollywoodzkich relacji, to bez wątpienia mariaż Melanie Griffith i Antonio Banderasa. Hiszpański przystojniak i amerykańska gwiazda spotkali się na planie filmu „Two Much” w 1995 roku i rozpaliło się między nimi uczucie, które błyskawicznie przeniosło się poza ekran.

Pobrali się w tym samym roku, a ich córka, Stella del Carmen, przyszła na świat rok później. Melanie i Antonio stanowili duet idealny – przynajmniej do czasu. Po niemal 20 latach wspólnego życia (czy w Hollywood można już to uznać za wieczność?), w 2014 roku ogłoszono rozwód. Oficjalnym powodem było różnice nie do pogodzenia, ale tabloidy aż huczały od spekulacji: zdrady, różnice w stylu życia, a nawet zazdrość zawodowa.

Melanie Griffith mąż – historia pełna zwrotów akcji

Trzech mężów i każda historia inna: romantyczna ale szalona relacja z Donem Johnsonem, stabilne (przez moment) życie u boku Stevena Bauera i gorący związek z Antonio Banderasem – wszystko to sprawia, że temat Melanie Griffith mąż to prawdziwa perełka dla fanów celebryckich sag. A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o jej życiu, dzieciach i planach na przyszłość, zajrzyj tutaj.

Pozamiatane serce, czyli co dalej?

Po rozstaniu z Banderasem Melanie publicznie deklarowała, że nie szuka już miłości. W wywiadach podkreślała, że wreszcie czuje się spełniona sama ze sobą – bez mężczyzny u boku. Po latach wzlotów i upadków, decyzja ta zdaje się być efektem głębokiej autorefleksji. Uśmiechnięta, z klasą, ale nieco ironicznie – tak pokazuje się dziś światu. Bo jak mówi stare hollywoodzkie porzekadło: czasem najlepiej czuć się dobrze we własnym towarzystwie.

Podsumowując, Melanie Griffith nie miała łatwo w miłości, ale z całą pewnością miała… ciekawie. Każdy z jej związków był nauką – o sobie samej, o emocjach i o tym, co znaczy prawdziwa relacja. Dziś ta była gwiazda „Working Girl” żyje spokojniej, z dala od fleszy. Ale jedno jest pewne: jej romansowe przygody zapiszą się w historii Hollywood złotymi zgłoskami – lekkimi, lśniącymi i z nutą dramatyzmu. Bo przecież właśnie na tym polega urok dobrej opowieści – nawet jeśli zamiast na ekranie, rozgrywa się w realnym życiu.