Wieża Eiffla – symbol romantycznego Paryża, popularne miejsce zaręczyn i niedościgniony raj dla miłośników selfie z wiatrem we włosach – ma w sobie też odrobinę mrocznej historii. Gdy mówimy o epokowych konstrukcjach z XIX wieku, rzadko zastanawiamy się, ilu ludzi zapłaciło za nie najwyższą cenę. W przypadku tej żelaznej damy pytanie „ile osób zginęło przy budowie Wieży Eiffla?” budzi zaskakująco mało emocji, a przecież warto przyjrzeć się temu z bliska – zwłaszcza jeśli lubimy historię z dreszczykiem i nutką czarnego humoru.
Budowa z rozmachem, czyli jak powstała Wieża Eiffla
Gustave Eiffel – niegdyś człowiek, dziś legenda – miał wielką wizję i jeszcze większy apetyt na żelazo. Budowę Wieży Eiffla rozpoczęto w 1887 roku, a zakończono dwa lata później, zgrabnie zdążając na Wystawę Światową w 1889 roku. Sam projekt budził sporo kontrowersji – artyści paryscy stawali na głowie, by go zbojkotować, ale Eiffel pozostał niewzruszony, niczym wieża po zderzeniu z burzą.
Do stworzenia tej stalowej damy wykorzystano około 18 tysięcy elementów metalowych i 2,5 miliona nitów – czyli więcej niż niektóre współczesne pary wypowiadają słów w tracie kłótni o pilot do telewizora. Cała konstrukcja ważyła ponad 10 tysięcy ton i mierzyła 300 metrów swojej oryginalnej wysokości. Robi wrażenie? Zdecydowanie. Ale przy takim przedsięwzięciu nie sposób uniknąć pytania o bezpieczeństwo.
Nie była to budowa bez potknięć (i dosłownie: bez upadków)
Wiesz, że ktoś musiał zapytać: ile osób zginęło przy budowie Wieży Eiffla? Odpowiedź może zaskoczyć – oficjalne źródła podają, że podczas trwającej dwa lata budowy zginęła… jedna osoba. Tak, serio. Tylko jeden śmiertelny wypadek został odnotowany, co jak na standardy budowlane końcówki XIX wieku, gdzie kask ochronny był bardziej koncepcją filozoficzną niż realnym obiektem, jest niemal cudem.
Ofiarą był młody robotnik, który zginął pod koniec prac, i to poza oficjalnymi godzinami pracy. Według niektórych relacji miał on próbować popisać się przed swoją ukochaną, spacerując po belce bez zabezpieczenia. Cóż, można powiedzieć: gest wielki jak Wieża Eiffla… ale finał był zgoła mniej romantyczny.
Jak to możliwe, że tak mało osób zginęło?
Czas na prawdziwą ciekawostkę: Gustave Eiffel, oprócz bycia geniuszem inżynierii, był też zaskakująco postępowy w kwestii bezpieczeństwa. Może i nie wynalazł pasów BHP ani nie znał słowa „audyt”, ale zadbał o minimum praktyk ostrożności. Używano rusztowań, dźwigów hydraulicznych i specjalnych platform zabezpieczających. To wszystko sprawiło, że jak na tamte czasy i wysokość konstrukcji, liczba wypadków – a już zwłaszcza śmiertelnych – była naprawdę niska.
Tak więc, gdy dzisiaj wpisujesz w Google „ile osób zginęło przy budowie Wieży Eiffla”, znajdziesz odpowiedź: jedna. Ale trzeba brać pod uwagę, że nie każde potknięcie zostawało wtedy skrupulatnie udokumentowane, a francuska biurokracja nie słynęła z precyzyjnych akt wypadków przy pracy.
Urban legendy i przewrotne historie wokół wieży
Oczywiście, jak na każdą budowlę z duszą przystało, Wieża Eiffla dorobiła się też paru miejskich legend. Jedna z nich mówi o duchach robotników krążących po jej metalowych piętrach. Inna sugeruje, że Eiffel sam miał… ukryty pokój na szczycie wieży, gdzie planował przejęcie świata (ok, ten akurat jest prawdziwy – pokój istnieje!).
Nie brakuje też bajdurzeń o tym, że budowlę próbował wysadzić sam szatan (czyli konkurencja artystyczna), ale żadne z tych historii nie ma potwierdzenia w faktach. A jak wiadomo – w internetowym magazynie trzymamy się faktów, nawet tych pokrytych kurzem historii i żelazem.
Patrząc na całość, możemy powiedzieć jedno – choć pytanie „ile osób zginęło przy budowie Wieży Eiffla” wydaje się kluczowe, to równie ważna jest świadomość, że ta stalowa konstrukcja była swego rodzaju prekursorem bezpiecznych metod pracy na wysokościach. A w epoce, kiedy dzieci paliły cygara, a medycyna leczyła rtęcią, to naprawdę wyczyn godny medalu.
Wieża Eiffla potrafi zaskoczyć – nie tylko swoją konstrukcją i widokami, ale też historią budowy, która, zdaniem wielu, była bardziej spektakularna niż niektóre współczesne megaprojekty. Choć świat patrzył z niedowierzaniem na to paryskie cudo, Gustave Eiffel wiedział, że robi coś wielkiego. Poruszył niebo i ziemię – dosłownie – a przy tym zadbał, by jego dzieło nie przekształciło się w zbiorowy grobowiec, jaką była np. tragicznie słynna budowa Kanału Panamskiego.
A więc następnym razem, kiedy znajdziesz się na szczycie Wieży Eiffla, możesz mruknąć pod nosem: „No, nieźle, jak na XIX-wieczny standard BHP”. A potem cyknij sobie selfie – ku pamięci tych, którzy tę konstrukcję stworzyli i prawie wszyscy… przeżyli.